Sztuka prezentacji według Macieja Orłosia

fot. Rajmun Nafalski

Na odbiór oraz zrozumienie przekazu wpływają nie tylko słowa. Ważne jest to, co mówimy oraz w jaki sposób. Komunikacja niewerbalna, czyli mowa ciała, wygląd oraz nastawienie stanowią ponad 50 procent komunikatu, który przekazujemy.

O tym, jak poradzić sobie z prezentacją przed większym gronem odbiorców, rozmawiamy z Maciejem Orłosiem, dziennikarzem i prezenterem telewizyjnym, szkoleniowcem oraz trenerem wystąpień publicznych, autorem książki Jak występować i zabłysnąć, który swoją autentycznością i wiarygodnością podbił serca Polaków.

 

Maciej Orłoś kojarzy się większości z Teleexpressem. Niewiele osób wie, iż można spotkać Pana także na sali szkoleniowej, gdzie od wielu lat prowadzi Pan zajęcia na temat wystąpień publicznych. Czy może Pan nam opowiedzieć, jakie problemy swoich klientów pomaga Pan rozwiązać najczęściej podczas takich zajęć?

Podzieliłbym je na dwie podstawowe kategorie: przekaz werbalny i niewerbalny. Jeśli chodzi o komunikację niewerbalną, czyli o wszystko to, co jest formą, zarówno w obrazie, jak i dźwięku, to najczęściej ludzie mają kłopoty z gestykulacją, z kontaktem wzrokowym, z odpowiednim wyrazem twarzy, a także z dykcją czy z timingiem wypowiedzi. Jeśli z kolei chodzi o przekazywanie treści, to najczęściej spotykany kłopot polega na tym, że wystąpienie jest zwyczajnie nudne – podpowiadam więc, co zrobić, by zainteresować swoją publiczność… Bardzo często problemy wynikają z tremy, mówię więc, jak można ją minimalizować.

Kto jest głównym beneficjentem Pana szkoleń? Czy są to przedstawiciele wielkich firm czy także właściciele mikroprzedsiębiorstw? W jaki sposób udział w Pańskim szkoleniu mógłby wpłynąć na rozwój małego przedsiębiorcy i jego działalności?

Uczestnikami moich szkoleń są ludzie biznesu z różnych branż, z różnych firm. Najczęściej są to jednak firmy duże, międzynarodowe korporacje. Zdarza mi się szkolić członków zarządów, w tym prezesów, a także dyrektorów pionów czy działów całej organizacji, ale też moimi klientami są często menedżerowie średniego szczebla.

Przyznam, że rzadko zdarzało mi się szkolić właścicieli mikroprzedsiębiorstw. Być może nie myślą oni o szkoleniach tego typu, o kompetencjach miękkich, nie znajdują na to czasu.

To jest argument, prawda?

Chętnie podpowiem, jak występować, by inni wysłuchali, polubili i zapamiętali to, co chcemy, by zapamiętali. Chodzi o skuteczność. Szkolenie i feedback, które każdy otrzymuje, są wzmocnieniem: przedsiębiorca wie, jakie są jego dobre strony, nad czym musi popracować i jak się do tego zabrać.

Podczas prezentacji produktów lub usług specjaliści borykają się z tak zwanym przekleństwem wiedzy. Posługują się specjalistycznym, często bardzo szczegółowym językiem, nie zdając sobie sprawy, jak niezrozumiała jest ich wypowiedź dla odbiorcy. Czy ma Pan sprawdzone sposoby, jak sobie z tym poradzić?

Przede wszystkim tłumaczę, że takim językiem można mówić we własnym gronie, ale kiedy mówi się do osób spoza branży, trzeba mówić prosto i zrozumiale. W przeciwnym razie strzelamy sobie w kolano – ludzie przestają słuchać, a w przypadku widza telewizyjnego – sięgają po pilot i przełączają na inny kanał. A chodzi o to, żeby wejść w buty takiego zwykłego widza, który ma swoje kłopoty, jest zabiegany, nie ma na nic siły. Jeśli zaczniemy coś pitolić branżowym slangiem albo po prostu sztywnym, nudnym językiem, to nie mamy najmniejszych szans na pozyskanie uwagi takiego widza.

Niedawno podczas szkolenia jeden z kursantów mówił o „patentach, które ma jego firma”. Zasugerowałem mu, że jeśli nie wytłumaczy, o jakie „patenty” chodzi, to ludzie będą zdezorientowani. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że należy powiedzieć na przykład, że to „opatentowane rozwiązania, którymi dysponuje jego firma”.

W większości przypadków przedsiębiorca nie wybiera swoich klientów. Oczywiste jest więc, że zdarza mu się trafiać na takich dociekliwych, żądnych wszelkich informacji, a czasem zwyczajnie trudnych, którzy na przykład wszystko krytykują. W jaki sposób poradzić sobie z gradobiciem pytań lub krytyką w trakcie prezentacji? Ignorować, prosić, aby pytania były zadawane po zakończonej wypowiedzi, czy odpowiadać na nie natychmiast?

W zależności od sytuacji można reagować w następujący sposób:
• grzecznie, raczej krótko odpowiedzieć i kontynuować swoją prezentację;
• grzecznie, ale asertywnie, zareagować na uporczywe i niezwiązane z tematem pytania, powołując się na dobro innych uczestników;
• podziękować za pytanie i zaproponować rozmowę podczas przerwy czy po zakończeniu wystąpienia albo
• odesłać do rzecznika prasowego.
Zawsze należy zachować spokój, nie wchodzić w zwarcie z pytającym.

fot. Magdalena Baczyńska

Jakie są najważniejsze elementy, na które należy zwrócić uwagę, gdy przygotowujemy się do wystąpienia lub prezentacji? Co najpierw powinniśmy sprawdzić, czego się dowiedzieć, o co spytać?

To bardzo ważne pytanie, ponieważ dobre przygotowanie to klucz do sukcesu. Dobre, czyli perfekcyjne, „żelazne”. Trzeba dać sobie na to czas. Proces przygotowywania się do wystąpienia składa się z wielu etapów

Jakie są najważniejsze elementy, na które należy zwrócić uwagę, gdy przygotowujemy się do wystąpienia lub prezentacji? Co najpierw powinniśmy sprawdzić, czego się dowiedzieć, o co spytać?

To bardzo ważne pytanie, ponieważ dobre przygotowanie to klucz do sukcesu. Dobre, czyli perfekcyjne, „żelazne”. Trzeba dać sobie na to czas. Proces przygotowywania się do wystąpienia składa się z wielu etapów

Pierwszy – zdefiniowanie sytuacji: do kogo mam mówić, z jakiej okazji, jaki temat i formułę wybrać.

Drugi – ustalenie celu: co chcę przekazać widowni, jakie jest moje przesłanie.

Trzeci – dokonanie „zrzutu” : „zrzucam” na papier czy plik tekstowy w komputerze wszystko to, co mam do powiedzenia na dany temat.

Czwarty – selekcja : wybieram to, co najważniejsze, biorąc pod uwagę planowany czas wystąpienia.

Piąty – ustawienie poszczególnych wątków w odpowiedniej kolejności : tak, by jedno wynikało z drugiego, by kolejne tematy zazębiały się ze sobą, by układały się w logiczną całość.

Szósty – opakowanie całości : podejmuję decyzję, jak ilustrować swoją narrację, jakie dać przykłady, jak zadziałać na wyobraźnię.

Siódmy– konstrukcja : upewniam się, że mam wstęp, rozwinięcie, zakończenie.

Ósmy – wyjątkowy początek : szukam pomysłu na początek, by nawiązać dobry kontakt z publicznością – może będą to jakaś historia lub anegdota, może interakcja, a może rekwizyt…

Dziewiąty – „podkręcone” zakończenie : szukam pomysłu na spektakularne zakończenie, takie z przytupem, z wyrazistym hasłem czy cytatem.

Dziesiąty – pomysł na całość : zastanawiam się nad ogólnym pomysłem na uatrakcyjnienie wystąpienia, takim, który ustawiłby całość, zdefiniował konwencję, zadziałał na wyobraźnię, zszokował, rozśmieszył, wstawił w jednolite ramy…

Jedenasty – wybór pomysłu : jeśli mam kilka takich pomysłów, robię kilka wariantów, a potem wybieram najlepszy, być może konsultując to z kimś z rodziny lub ze współpracownikami.

Dwunasty – ćwiczenie : po opracowaniu konstrukcji i podjęciu decyzji, zaczynam ćwiczyć, nagrywając te próby, jednocześnie mierząc długość wystąpienia i sprawdzając, czy mieszczę się w czasie.

Trzynasty – utrwalenie : ćwiczę tak długo, aż stwierdzam, że czuję się swobodnie, że doskonale przeprowadzam swoją myśl, że trzymam się planu.

Czternasty – backup : przygotowuję sobie kilka dodatkowych atrakcji dla widowni typu: anegdota, interakcja, cytat – na wypadek, gdyby stało się coś nieprzewidzianego lub gdyby się okazało, że publiczność jest zmęczona, znużona i potrzebuje chwili oddechu.

Częste nawyki osób, które nie mają dużego doświadczenia w wystąpieniach publicznych, to nerwowe chodzenie po scenie, patrzenie w podłogę lub sufit, używanie „yyy” w wypowiedziach. Jakie metody do zwalczania przyzwyczajeń mających negatywny wpływ na jakość wystąpień zaleca Pan uczestnikom swoich zajęć?

Najważniejsze jest to, by przekaz niewerbalny był przezroczysty dla odbiorców. By nie było w nim żadnych zakłóceń. Wtedy będzie OK. Jeżeli zrobię na scenie kilka kroków, to prawdopodobnie nikt nie zwróci na to uwagi. Jeśli bez przerwy będę chodził tam i z powrotem, to zacznie to publiczności przeszkadzać. Jeśli raz czy dwa podczas dwudziestominutowej prezentacji zerknę w podłogę – spokojnie, nikt nie zwróci na to uwagi. Ale jeśli często będę spuszczał wzrok, to może stać się to zakłóceniem, sygnałem – pewnie podświadomym – dla widzów, że coś tu jest nie tak, że ten człowiek chyba coś kręci lub coś ukrywa.

To samo z „ykaniem” – jeśli występuje rzadko, nie ma znaczenia. Jeśli pojawia się w co drugim zdaniu – wyjdzie na pierwszy plan i stanie się nie do zniesienia. Jakie są metody na walkę z takimi zjawiskami w przekazie niewerbalnym? Pierwszy krok to świadomość, że się je ma. Drugi krok – walka z nimi. Dlatego każdy potrzebuje feedbacku od specjalisty.

Nawet najlepiej przygotowanych do wystąpienia często dopada stres. Jaki jest Pański przepis na walkę z tym zjawiskiem?

Stres w odpowiednim wymiarze jest naturalny, należy go zaakceptować i polubić – całe szczęście, że jest, bo pomaga w skupieniu, w mobilizacji. Nie znam osoby, która nie miałaby tremy, naprawdę. Sam też ją oczywiście mam! Ważne, by tej termy nie było za dużo, bo może przeszkadzać, a to już jest rzeczywiście problem. Na walkę z tremą jest kilka sposobów. Najważniejsze z nich to:
• przygotowanie, przygotowanie i jeszcze raz przygotowanie;
• dobry początek, bo jak wiadomo najgorzej jest zacząć, a potem już idzie z górki;
• oswojenie się z miejscem, w którym odbędzie się wystąpienie, bo im mniej to miejsce jest obce, tym pewniej się czujemy;
• pozytywne myślenie i wizualizacja sukcesu: jestem świetnie przygotowany, na pewno się uda!;
• świadomość, że ludzie życzą mi dobrze, że nie zamierzają mnie krytykować, oceniać – chcą tylko, by było ciekawie;
• przekonanie, że nawet jeśli coś wyjdzie nie tak, to świat się nie zawali – są przecież dużo gorsze rzeczy od występu publicznego, np. wojny, choroby, kataklizmy czy terroryzm.

Telewizja, także ta lokalna, wydaje się elitarnym medium zarezerwowanym tylko dla dziennikarzy, polityków i aktorów. Mikroprzedsiębiorcy nie starają się wykorzystać jej potencjału z obawy, że to nie jest miejsce dla nich. Dodatkowo strach budzi wizja wystąpienia przed kamerą. Czy w telewizji jest miejsce dla małych przedsiębiorców? Dlaczego nie warto się jej bać?

W telewizji warto się pokazać, bo może to sprawić, że mikroprzedsiębiorca dotrze nagle do bardzo licznej grupy odbiorców, z których część to być może jego potencjalni klienci. Trzeba wykorzystywać takie okazje i ich szukać.

Co do strachu przed kamerą – absolutnie warto się z nią oswoić. Jeśli ktoś chce osiągnąć sukces, musi komunikować się ze światem, a kamera – nie tylko ta telewizyjna – to często spotykane narzędzie. Towarzyszy nam ona, gdy nagrywamy wypowiedź dla portalu internetowego, dla profilu na FB, dla kanału na portalu YouTube, podczas wideokonferencji czy na potrzeby powstającej strony www naszej firmy. Mogą się zdarzyć także wypowiedzi na żywo. Oby tego wszystkiego było jak najwięcej! Coraz częściej do różnego rodzaju programów, także telewizyjnych, portali, mediów społecznościowych używa się trybu wideo w aparatach fotograficznych czy po prostu w smartfonach. To też są kamery

Czy w telewizji i w internecie jest miejsce dla mikroprzedsiębiorców? Dlaczego nie? Jeśli realizują ciekawe, oryginalne projekty, wdrażają innowacyjne rozwiązania, robią coś wyjątkowego, to naprawdę mają szansę na zaistnienie w mediach. Portale internetowe czy telewizyjne kanały tematyczne mają dużo przestrzeni do zagospodarowania…

fot. Magdalena Baczyńska

O czym warto pamiętać, udzielając wywiadu przed kamerą? Czy może Pan dać naszym czytelnikom kilka porad, które będą mogli wykorzystać?

Wymienię kilka najistotniejszych wskazówek.

• Po pierwsze, o ile nie zostaniesz o to wyraźnie poproszony z jakichś powodów, to nigdy nie mów do kamery, tylko do osoby, czyli na ogół do dziennikarza – czy to podczas nagrania tzw. setki gdzieś w terenie czy w studiu.
• Po drugie, uśmiechaj się, nie bądź ponury!
• Po trzecie, bądź przygotowany, wypowiadaj się ciekawie, atrakcyjnie – dziennikarze lubią takich rozmówców, być może zaproszą Cię więc ponownie.
• Po czwarte, na nagranie czy wejście na żywo przyjdź z własnym planem, czyli z tematem lub dwoma (a może nawet trzema, to zależy od Ciebie), o których chcesz powiedzieć, nawet jeśli dziennikarz nie zapyta; przydaje się do tego „przerzucanie mostów” – czyli „odbijanie się” od pytania neutralnego i przeskoczenie do wątku, na którym Ci zależy; sztuka polega oczywiście na tym, by mosty przerzucać delikatnie, w sposób naturalny…
• Po piąte, pamiętaj o charakteryzacji, może to być choćby puder transparentny, ważne, by zmatowić twarz oraz przykryć niedoskonałości typu bruzdki czy skaleczenia.
• Po szóste, nie bój się kamery!
• I po siódme, przyjaźnie zachowuj się wobec dziennikarzy.

I jeszcze pytanie na koniec, czy może Pan zdradzić, kto jest Pana ulubionym prezenterem lub mówcą, kto Pana inspiruje?

Nie mam przykładów konkretnych mówców, ale znajduję wzory do naśladowania – w dobie internetu nie jest to trudne. Wystarczy obejrzeć wystąpienia zwycięzców mistrzostw świata w występach publicznych albo mówców podczas konferencji TED. Wszyscy lub prawie wszyscy są świetni. Jeśli chodzi o moich mistrzów w telewizji, wzorem stylu prowadzenia programów był dla mnie Jan Suzin – klasa, spokój, mówienie normalnym językiem.

Dziękuję za rozmowę.

O autorze:

Karolina Klujszo

Karolina Klujszo - Redakcja Magazynu FIRMER

Komentuj za pomocą Facebook'a

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *