Mokate – Rodzinna korporacja

Kawa czy herbata?

firmer-extra

Sylwia Mokrysz, MOKATE

Sylwia Mokrzysz / fot. Mokate

Gdy szukamy przykładów polskich firm, których historia rozwoju mogłaby posłużyć za scenariusz filmu, prędzej czy później natrafimy na markę MOKATE. Rodzinna firma umiejscowiona w niewielkim Ustroniu, która jako pierwsza w Polsce, wiele lat temu, wprowadziła na rynek słynną kawę cappuccino.

Dziś MOKATE to jedna z bardziej uznanych polskich marek działająca na wszystkich kontynentach. Kolejny przykład, że każdy był kiedyś mały, a duże firmy nie biorą się znikąd. Naszym rozmówcą jest osoba, która biznesu uczyła się od najmłodszych lat – swego czasu właścicielka agencji reklamowej i współautorka pierwszych reklam telewizyjnych cappuccino, a dziś członkini zarządu MOKATE S.A. odpowiedzialna za strategię marketingową oraz PR kawy Lavazza – Sylwia Mokrysz.

Gdzie przebiega granica pomiędzy małą rodzinną firmą, a … korporacją? Choć pewnie słowo korporacja mimo wszystko do Was nie pasuje?

Może najlepiej pasuje do nas określenie rodzinna korporacja? (śmiech) Mówiąc już jednak całkiem poważnie, niektóre aspekty działalności korporacyjnej są w firmie niezbędne. Jednocześnie jesteśmy przywiązani do tradycyjnych relacji w przedsiębiorstwie. Stale szukamy kompromisu pomiędzy prawami nowoczesnego zarządzania i kierowania, a bliskością z załogą, znajomością jej życia, łatwą dostępnością dla pracowników. Rodziny charakter naszej firmy objawia również właśnie w relacjach, jakie panują w firmie. Znam niemal wszystkich pracowników, mamy bliskie relacje z wieloma z nich. To w pewnym stopniu ewenement w tak dużym przedsiębiorstwie, a dla nas od dawna kultywowana tradycja. Model, który udało nam się wypracować, sprawdza sięi – przynajmniej w przypadku Mokate – trudno wskazać linię rozgraniczającą korporację z rodzinną firmą.

O Pani można powiedzieć, ze jest Pani dzieckiem tej firmy. Z jednej strony jest łatwiej, z drugiej trudniej, bo trzeba udowadniać, że jest się tam gdzie jest nie ze względu na rodzinne koneksje. Czy rola „córki sławnej mamy” to bardziej trampolina do kariery czy raczej szuflada, z której trzeba wydostać się jak najszybciej?

Nie czuję się przyporządkowana do żadnej z powyższych kategorii. Firma była obecna w moim życiu odkąd pamiętam. Już w czasach szkoły podstawowej angażowałam się w różne prace, tłumaczyłam dokumenty, pomagałam w Dziale Handlowym, przygotowywałam wysyłki, faktury, towarzyszyłam w delegacjach zagranicznych jako tłumacz. Mokate od zawsze było moim drugim domem. Od kilu lat skutecznie tworzę firmowe portfolio herbaciane, wprowadzam do oferty nowe marki i produkty. Spełniam się w tej roli i daje mi to dużo radości i satysfakcji.

Kończyła Pani studia w oparciu o strukturę MBA. Dla tego typu studiów jedna z kluczowych wartości są kontakty biznesowe. Ma więc Pani odniesienie do innych firm i branż. Jakby Pani porównała warunki funkcjonowania firmy rodzinnej, z taką tradycyjną, gdzie właścicieli niekoniecznie łączą więzy krwi?

Firma rodzinna ma swoje zalety – jej płaska struktura ułatwia szybkie podejmowanie decyzji, gdyż wszyscy są na miejscu. To z kolei sprawia, że jesteśmy konkurencyjni i działamy bardzo dynamicznie, a to niezaprzeczalne atuty w biznesie. Oczywiście czasami zdarza się, że w związku z rodzinnym charakterem firmy, w grę wchodzą emocje, których mniej byłoby w typowej organizacji. Zawsze te emocje wynikają z nieco odmiennego postrzegania niektórych spraw. Wiadomo jednak, że każdy z nas chce jak najlepiej, więc udaje nam się wypracowywać ostatecznie wspólne stanowisko – to jest najważniejsze.

Czy czasem ma Pani ochotę wziąć czasowy urlop od Mokate i sprawdzić się w czymś zupełnie innym, czy raczej świat kawy i herbaty to jest już również Pani świat?

Nigdy nie myślałam o firmie w tych kategoriach. Jeżeli w głowie pojawiłaby mi się myśl o czasowym urlopie od Mokate, to chyba znaczyłoby, że powinnam zmienić pracę (śmiech). Jedyny dłuższy urlop wiązał się w moim przypadku z macierzyństwem. Nasza firma to miejsce, w którym świetnie się realizuję, i w którym się rozwijam. Ciągle uczę się czegoś nowego, wyjeżdżam na zagraniczne targi, imprezy branżowe. A jeżeli biorę urlop, to po to, by spędzić więcej czasu z rodziną i naładować akumulatory, by działać z jeszcze większą pasją i skutecznością dla dobra firmy. Bo – tak jak już wspomniałam – firma to dla mnie drugi dom.

Ma Pani na koncie wprowadzanie nowych marek na rynek, i to w dość wymagającym segmencie FMCG. Jak wygląda proces narodzin produktu, nazwijmy go „Herbatą X” ? Co musi się zadziać zanim taka herbata trafi do naszego koszyka?

To skomplikowany proces. Najpierw oczywiście musi pojawić się pomysł, który – poprzez dokładne badania – należy zestawić z trendami aktualnie obowiązującymi na rynku. Jeżeli okazuje się, że herbata X ma szanse na sukces, opracowujemy jej kompozycję smakową, a następnie tworzymy wizualizację opakowania. W dzisiejszych czasach właśnie opakowania są niezwykle istotne, dlatego też dokładamy wszelkich starań, by były one nowoczesne i innowacyjne. Kolejnym etapem są badania konsumentów – czy nasz produkt im smakuje, czy podoba się im forma w jakiej jest podawany. Jeśli dostajemy zielone światło od konsumentów, wprowadzamy produkt na rynek i rozpoczynamy działania komunikacyjno-promocyjne. Cały proces – od pomysłu do produkcji – trwa nawet do kilku lat, tak jak w przypadku naszych Grzańców Loyd, które zawierają sproszkowany alkohol w mikrokapsułkach.

Działacie na rynku konsumenta masowego, czy może podzielić się Pani z naszymi czytelnikami swoimi najważniejszymi doświadczeniami w obszarze komunikacji i kontaktu z tego typu klientem?

Większość tych działań to tajemnica firmy. Na pewno jednak istotną rolę odgrywa dziś marketing relacyjny – bardzo ważne jest więc indywidualne podejście do klienta, regularne zaspokajanie jego potrzeb i utrzymywanie z nim stałego kontaktu, który stale staramy się zacieśniać m.in. poprzez będącą już na ukończeniu pracą nad nową wersją naszego sklepu internetowego. Ponadto robimy oczywiście badania fokusowe, które mają istotne zastosowanie przy wprowadzaniu nowych produktów na rynek.

Z których ze swoich dotychczasowych dokonań czy sukcesów zawodowych jest Pani najbardziej dumna i dlaczego?

Moje sukcesy zawodowe wiążą się najczęściej z naszymi produktami. Jednym z nich jest np. herbata Minutka, a dokładniej jej pozycja na rynku, którą udało się nam wypracować. Minutka jest bowiem liderem pod względem sprzedaży w Polsce w ujęciu wolumenowym, zauważamy również, że klienci przyzwyczaili się do tej marki i regularnie ją kupują. Sukcesem jest również seria herbat Loyd w piramidkach, gdyż jesteśmy pierwszym polskim producentem, który wprowadził ten innowacyjny system pakowania. Niewątpliwie również, ogromnym sukcesem było wprowadzenie latem na rynek Minutki Ice Tea, gdyż badania i obserwacja rynku trwały kilka lat. Wprowadzenie jej do sprzedaży to dla nas duże wyzwanie, gdyż jest to całkowicie nowa pozycja w naszym portfolio.

A co było największym błędem, którego już nigdy Pani nie popełni?

W 1994 roku dla Polaków kawa równoznaczna była z napojem gorącym. Zaproponowaliśmy wtedy mrożone cappuccino, ale – jak się okazało – wyprzedzało ono panujące trendy i zwyczaje Polaków. Na taki produkt było po prostu za wcześnie, więc nie odniósł on spodziewanego sukcesu. To była jednak cenna nauka.

Gdyby miała Pani dokończyć zdanie: Internet jest dla mnie…

Bogatym źródłem informacji oraz coraz częściej narzędziem pracy, które z roku na rok zyskuje na ważności. To także platforma umożliwiająca dodatkowy kontakt z klientem poprzez nowoczesne aplikacje, tak jak np. Magiczna kraina smaku herbaty Loyd. To innowacyjna platforma, która przenosi użytkownika w magiczny świat herbaty – można dowiedzieć się z niej wielu ciekawych rzeczy na temat herbat, zarówno jeżeli chodzi o jej smaki, właściwości i pochodzenie, jak i historię czy legendy. Jest bardzo interaktywna. Po herbacianym świecie oprowadza nas ambasadorka marki Loyd – Justyna Steczkowska – a nastrojowa muzyka dodaje całej podróży bajkowego klimatu.

Pytam o to, gdyż wielu przedsiębiorców, których produkty i usługi są czysto offline’owe ogranicza działania w sieci do minimum. Pani zdaniem to błąd?

Nie chcę mówić, że to błąd, bo każdy ma jakąś wizję i strategię działań, którą realizuje i to rynek oceni, czy te działania są błędne. Dla mnie, działania w sieci stają się z roku na rok coraz ważniejsze. Internet to miejsce, które pozwala szybko dotrzeć do dużego grona odbiorców. Pozwala także sprzedawać swoje produkty, dlatego rozwijamy intensywnie internetowy sklep Mokate. Już niebawem pochwalimy się jego nową wersją, która powinna pojawić się na przełomie września i października. Tak, jak mówiłam wcześniej, pozwoli on na zacieśnienie i pogłębienie naszych relacji z klientami, co jest niezwykle istotne.

Jaki procent budżetu Państwa kampanii marketingowych pochłania internet? Nie pytam nawet o konkretną liczbę tylko bardziej o tendencję.

Odkąd internet jest obecny w naszych kampaniach, to zdecydowanie stanowi on coraz większą ich część. To jest już liczba dwucyfrowa, ale nie jest ona większa niż w przypadku działań BTL.

Z jednej strony permanentnie słyszymy o kryzysie, z drugiej na stronę jakiejkolwiek firmy byśmy nie weszli to czytamy o prężnym rozwoju. Jak to wygląda z Pani punktu widzenia?

Najprościej jest mi odpowiedzieć na to pytanie przez pryzmat naszej firmy. Nie lubię narzekać. Mam wrażenie, że dziś słowo „kryzys” nadal jest dyżurnym tematem. Tymczasem osiągane przez naszą firmę wyniki sprzedaży na świecie naprawdę nie pozwalają odczuć załamania koniunktury. W dużym stopniu chroniła nas aktywna obecność na kilkudziesięciu rynkach. Wiąże się ona ze strategią, wypracowaną przed kilku laty, realizowaną z powodzeniem do dzisiaj. Mocnym atutem jest kompleksowość naszej oferty, bo nikt, poza Mokate, nie oferuje możliwości zakupu tak szerokiej gamy produktów – z jednego miejsca. Z naszym flagowym cappuccino, z kawami, miksami kawowymi, czekoladami, śmietanką, herbatą i półproduktami jesteśmy obecni w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Cały czas szukamy nowych kierunków rozwoju. Dlatego wydaje się, że firmy zarządzane przez doświadczonych ludzi, którzy potrafią odpowiednio reagować na otaczającą ich rzeczywistość, potrafią sprawić, że ich firmy w dużej mierze skutecznie opierają się kryzysowi.

Zadawałem już to pytanie Pani dr Irenie Eris, zadam również i Pani. Dlaczego w Polsce tak mało jest firm, które z małych rodzinnych biznesów przekształciły się w naprawdę duże podmioty?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo jestem daleka od generalizowania. Co bardzo ważne, a co idealnie sprawdziło się w naszym przypadku, to umiejętność ryzykowania, które musi być poprzedzone dokładną analizą własnych szans i możliwości. Tylko wtedy można ryzykować licząc, że nasze wysiłki się opłacą. Bardzo ważne są też jednak tradycyjne, ponadczasowe wartości, takie jak szacunek do pracy i ludzi. Miałam to szczęście, że od zawsze były mi one wpajane przez rodziców. Z pewnością to one stanowiły jeden z fundamentów sukcesów Mokate.

Czy to się kiedyś zmieni?

Mam taką nadzieję, bo ludzie są dziś nie tylko coraz bardziej ambitni i nastawieni na osiąganie sukcesów, ale są też coraz bardziej świadomi kroków, które należy podejmować, by ten sukces osiągnąć. W Polsce nie brakuje ludzi z ogromną wiedzą i potencjałem.

O autorze:

Marek Dornowski

Marek Dornowski - Absolwent studiów MBA na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszwawie, menedżer z wieloletnim doświadczeniem w branżach nowych technologii, medycznej, a ostatnio także motoryzacyjnej. Pomysłodawca projektu #AutoDlaLekarza.

Komentuj za pomocą Facebook'a

Komentarze (1)

    • PHU ITom Ireneusz Tomański

      24 października 2013r. 15:43

      Bardzo ciekawy wywiad i cenne inspiracje. Za każdą „dużą” marką stoją małe, rodzinne firmy, które z biegiem czasem potrafiły osiągnąć swój sukces – co jest bardzo motywujące.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Administratorem danych osobowych jest NNV AG. Twoje uprawnienia.