Działają tam, gdzie inni nie dają rady

fot. materiały prasowe projektu Bezpieczny Kazbek

Projekt Bezpieczny Kazbek działa na zboczach gruzińskiego masywu pod hasłem: „Kazbek nie lubi singli”. Żadna góra nie lubi. Jednak są osoby, które i tak wybierają się na wysokie szczyty samotnie. Są też grupy, które nie do końca przemyślanie przygotowują się do trekkingów i wspinaczek. Tam pod Kazbekiem, dopóki nie powstała baza Bezpiecznego Kazbeku, osoby wpadające w pułapki góry lub własnej bezmyślności nie mogły liczyć na żadną pomoc. Teraz już mogą.

O pasji, górach, poświęceniu i o tym, dlaczego warto myśleć i mierzyć siły na zamiary, rozmawiam z Marcinem Błeńskim, ratownikiem medycznym, założycielem Fundacji Medyk Rescue Team i koordynatorem projektu Bezpieczny Kazbek.

 

Jaki jest początek Waszej obecności w Gruzji? Dlaczego właśnie Gruzja i Kazbek, a nie Tatry, Alpy czy Himalaje?

Zaczęło się w 2014 roku, kiedy na prośbę rodziny zaginionego w masywie Kazbeku zorganizowana została wyprawa poszukiwawcza, której byłem członkiem. Rok później, już jako Medyk Rescue Team szukaliśmy zaginionej Kasi… Wtedy, w rozmowie z konsulem RP w Tbilisi, powstał pomysł wdrożenia działalności prewencyjnej. Pierwszą akcją była trwająca do dzisiaj kampania „Kazbek nie lubi singli” polegająca na postawieniu tablic i plakatów ostrzegających przed zagrożeniami związanymi ze zdobywaniem tego szczytu. W 2016 roku, na próbę, spędziliśmy miesiąc pod szczytem, zdobywając doświadczenie. Wyciągnęliśmy wówczas wnioski, które pomogły nam zaplanować działalność na kolejne lata. Od 2017 roku pełnimy całosezonowy, trwający od lipca do września, dyżur ratowniczy w bazie pod Kazbekiem na wysokości 3653 m n.p.m.

Dlaczego akurat Polacy tworzą projekt Bezpieczny Kazbek?

Bo to Polaków jest tu najwięcej 😉
Na miejscu, w bazie jesteśmy jedynymi ratownikami. Gruzini mają swoją służbę ratowniczą, jednak trochę nie potrafią, a trochę nie mają sprzętu do ratowania w górach. Gruzińscy ratownicy nie mają także doświadczenia medycznego, ograniczając się do transportu poszkodowanego na dół.

A czy statystycznie najczęściej popadamy w górskie tarapaty?

Niestety, najwięcej wypadków w latach 2006–2018, w tym tych śmiertelnych), było polskich…

Kto jest inicjatorem i mózgiem projektu?

Teoretycznie – ja 😉 W praktyce za projektem stoi sztab ludzi, którzy go współtworzą w ramach fundacji Medyk Rescue Team. Każdy odpowiada za swoją działkę – ja to tylko spinam do kupy 😉

 

fot. materiały prasowe projektu Bezpieczny Kazbek

 

Wiem, że zespół rotuje i trwa ciągła wymiana jego członków. Czy wcześniej prowadzicie rekrutację? Kim są ludzie, którzy przystępują do projektu?

Oczywiście, że tak. Co roku, w okolicy lutego ogłaszamy rekrutację, do której przystąpić może każdy chętny czujący się na siłach. Zastrzegamy sobie prawo do odpowiedzi tylko na wybrane zgłoszenia. Proces rekrutacji jest wielowątkowy i trwa do maja. W międzyczasie kandydaci poddawani są sprawdzianom i weryfikacji merytorycznej. W czasie trwania rekrutacji dwukrotnie wyjeżdżają z nami w teren.

Kto się zgłasza najczęściej? Najwięcej jest medyków, którzy mają doświadczenie górskie, mamy też sporo ratowników górskich. Ale zdarzają się też osoby spoza środowiska ratowniczego – jeśli ich doświadczenie, umiejętności i sposób bycia wpisują się w ramy projektu – zapraszamy ich do współpracy. W tym roku na 54 zgłoszenia rekrutację ukończyło 6 osób. Między innymi lekarz, fotograf, ratownicy medyczni, żołnierz…

Czyli sito rekrutacyjne jest bardzo gęste, ale niekoniecznie trzeba być ratownikiem-alpinistą, żeby się zakwalifikować. Podejrzewam, że trzeba jednak spełnić pewne wymogi co do cech osobowości. Czym powinien charakteryzować się aplikujący?

Przede wszystkim taka osoba musi chcieć. Po drugie, musi pasować reszcie zespołu – w końcu to kwestia spędzenia razem 2–3 tygodni.

Kandydat ma być samodzielny w górach, musi mieć tzw. doświadczenie górskie. Konieczna jest także decyzyjność, szybkość reagowania przy jednoczesnej umiejętności współpracy i słuchania drugiej osoby. Oczywiście dużym atutem jest także doświadczenie ratownicze i medyczne.

 

Potrzeba też dużo empatii, zrozumienia i cierpliwości, zwłaszcza gdy kolejnym wspinaczom tłumaczy się wciąż te same zasady i odpowiada na podobne pytania kilka razy dziennie.

 

To dlatego cały proces rekrutacji jest długi i zawiera kilkudniowe wyjazdy w teren – aby się nawzajem sprawdzić i poznać.

Stworzenie bazy i zebranie odpowiedniej ekipy to duże przedsięwzięcie. Czego potrzeba, by wszystko odpowiednio zorganizować?

Niestety, przede wszystkim, potrzeba pieniędzy – logistyka takiego przedsięwzięcia to duże pieniądze, których nie mamy. Część kosztów pokrywamy także z prywatnych środków.

Na jakich zasadach funkcjonuje więc projekt Bezpieczny Kazbek?

Projekt jest wolontariatem. Wszyscy uczestnicy robią to w swoim wolnym czasie, bez wynagrodzenia.

 

fot. materiały prasowe projektu Bezpieczny Kazbek

 

A sponsorzy, firmy patronujące, może rząd? Nie wspomagają Was w tym przedsięwzięciu?

Obecnie nie mamy partnera finansowego projektu, nie możemy więc pozwolić sobie nawet na zwrot kosztów związanych z dotarciem do bazy poniesionych przez ratowników. Na szczęście mamy sporo partnerów, którzy zaopatrują nas w niezbędny sprzęt i wyposażenie – Aura by Yeti, Goal Zero (zasilanie i systemy solarne), Hytera (łączność), Marabut (namioty). Obecnie, takim najlepszym partnerem jest właśnie Aura – mamy od nich 10 świetnych kurtek puchowych i śpiworów szytych według naszego konceptu specjalnie na projekt.

Jeśli chodzi o instytucje państwowe, to współpracujemy jedynie z ambasadą RP w Tbilisi. Czasem wspierają nas ona logistycznie, przede wszystkim jednak reprezentuje nas w rozmowach z gruzińskimi ministerstwami.

Dodatkowo dzięki Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki jesteśmy beneficjentami 1%. Prowadzimy także zrzutkę na polakpomaga.pl i pomagam.pl. Walczymy o pieniądze i finansowanie różnymi sposobami, bo nasi ratownicy, a w sumie w sezonie jest ich 35, na własną rękę wszystko opłacają.

Jak znajdujecie firmy, które dają Wam sprzęt?

Przede wszystkim przez przekaz w środowisku ratowniczym i górskim. Poza tym piszemy do firm, których sprzęt jest nam potrzebny. Dostajemy go prawie zawsze, bo to dla nich jest dobry i łatwy marketing. Ostatnio na przykład wymyśliliśmy, że dobrze by było mieć u góry coś do gaszenia pożaru. Napisaliśmy więc do Supronu, a oni przysłali hydronetkę.

Krótko mówiąc, jesteście grupą pasjonatów bezinteresownie pomagającą innym zapalonym górołazom. Czy oprócz „dziękuję” dostajecie coś w zamian? Co daje Wam uczestnictwo w projekcie Bezpieczny Kazbek?

Satysfakcję, doświadczenie zawodowe. Dla niektórych to także życiowa przygoda.

Ciężko sobie wyobrazić pracę na wysokości 3653 m n.p.m. Jak wygląda taki dyżur, ile trwa, jakie są obowiązki? Cały czas spędzacie w stacji meteo i w ambulatorium?

Dyżur ratownika trwa dwa tygodnie. W tym czasie, poza reakcją na zdarzenia, mamy mnóstwo obowiązków. Przede wszystkim sam fakt życia w bazie namiotowej wymusza na nas pewien reżim obozowy. Gotowanie wody, przestawianie paneli słonecznych, sprzątanie, dbanie o sprzęt, obsługa i czyszczenie wyposażenia, praca w ambulatorium, rozmowy prewencyjne z turystami, udzielanie porad czy aktualizacja prognozy pogody na tablicy przed naszą bazą…

Większość czasu spędzamy w bazie, aczkolwiek przynajmniej raz w tygodniu robimy rekonesans drogi na Plateau – ta ścieżka jest bardzo dynamiczna i ciągle się zmienia), treningi szczelinowe i wewnętrzne szkolenia medyczne i ratownicze. Jest dość surowo, warunki są wymagające, musimy być zawsze gotowi.

 

Bez połączenia pozytywnych ludzi, wiedzy, doświadczenia, dobrego humoru i oczywiście odpowiedniego sprzętu to by się nie udało.

 

Jakie problemy i akcje zdarzają się najczęściej? Jakie są zagrożenia w takich górach? Z czego wynikają?

Najwięcej mamy interwencji ambulatoryjnych. Zdecydowana większość to problemy związane z wysokością i powikłania nieodpowiedniej aklimatyzacji – w tym hipotermia, odwodnienie, obrzęki płuc i mózgu. Sporo też drobniejszych urazów. Dużo porad prewencyjnych. Mniej więcej raz w tygodniu mamy akcję górską – wyjście do wypadku lub nagłego zachorowania gdzieś w teren. Ze dwa razy w tygodniu musimy kogoś ewakuować ze wskazań medycznych, jak się da, ubezpieczenie pozwala i pogoda „puszcza” – robimy to za pomocą śmigłowca. Jak się nie da, ewakuujemy konno lub w noszach. Najczęściej pilnej ewakuacji wymagają ostre stany związane z AMS (Acute Mountain Sickness), czyli chorobą wysokościową – najczęściej HAPE (wysokościowym obrzękiem płuc).

Kazbek jako góra jest stosunkowo łatwa do pokonania, bez większych trudności technicznych. Taką właśnie ma opinię w Polsce, niektórzy uważają więc, że to dobry wybór na początek, jeśli chcą zacząć przygodę z górami wyższymi. Dodatkowo, można się łatwo i w miarę tanio dostać do Gruzji. Z roku na rok jej popularność rośnie i wzrasta także liczba Polaków odwiedzających ten kraj. W 2017 roku było to około 60 tysięcy Polaków. Spora część dociera do Kazbegi pod Kazbekiem, dużo osób wchodzi aż do stacji meteo i z tej grupy wielu Polaków decyduje się na atak szczytowy. Niestety, ludzie nie potrafią i nie wiedzą, jak przygotować się do zdobycia góry o tej wysokości. Bardzo często już w dwa dni po przylocie chcą zdobywać wierzchołek…

 

fot. Marta Sośnicka

 

Co jest najważniejsze w górach wysokich? Jak należy się przygotować do wyprawy i co wziąć pod uwagę?

Przede wszystkim zdrowy rozsądek i doświadczenie! Najczęstszym błędem popełnianym tutaj jest brak wcześniejszej praktyki w niższych górach i lekceważenie zagrożeń! Osoby często wchodzą bez sprzętu. Na początku naszej działalności spotykaliśmy takich wspinaczy codziennie. Teraz jest ich mniej, między innymi dzięki naszej akcji.

Zawodowo zajmujesz się szerokopojętym ratownictwem, oprócz projektu Bezpieczny Kazbek prowadzisz także fundację Medyk Rescue Team. Czym ona się zajmuje?

Szkolimy w zakresie ratownictwa specjalistycznego oraz zabezpieczamy ratowniczo i medycznie przedsięwzięcia wysokiego ryzyka. Takie, które wymagają specjalistycznej wiedzy, umiejętności i sprzętu.

Masz jeszcze inne projekty? Czym zajmujesz się w życiu?

Prowadzę swoją firmę (także w branży ratowniczej), organizuję szkolenia i warsztaty dla ratowników, strażaków i funkcjonariuszy innych służb.

Góry to pasja czy raczej ucieczka?

Nie wiem. Może trochę to i to… 😉 Wydaje mi się, że to jednak po prostu coś, co w życiu robię…

Dziękuję za rozmowę.

 

fot. Marta Sośnicka

O autorze:

Marta Sośnicka

Marta Sośnicka - Specjalista ds. Marketingu. Członek zespołu redakcyjnego e-magazynu FIRMER.

Komentuj za pomocą Facebook'a

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Administratorem danych osobowych jest NNV AG. Twoje uprawnienia.