Czy roboty zabiorą Ci pracę?

fot. Nejron / elements.envato.com

Na tak postawione pytanie może być tylko jedna dobra odpowiedź: „To zależy”. W głównej mierze od rodzaju pracy, jaką wykonujesz, i od tego, czy… potrafisz kształcić kompetencje miękkie. Te same, które od jakiegoś czasu lubię nazywać „kompetencjami ludzkimi” (ang. human skills). Kompetencje „ludzkie”, czyli właściwe ludziom, a nie – robotom. To one mogą się okazać w tej rozgrywce najważniejsze.

 

Kompetencje najczęściej wpisujemy do CV. A moje… wygląda jak koszmar rekrutera. Bo cóż można powiedzieć o facecie, który w wieku osiemnastu lat wybrał architekturę na politechnice i nigdy nie pracował w zawodzie? Do dziś zresztą nie do końca pamiętam, dlaczego akurat te studia wybrałem. Pamiętam jedynie głos babci: „Piotruś, idź na architekturę. To są dobre pieniążki”. Babcia nie wiedziała tego, co ja wiem teraz. To dobre pieniądze dla dobrych architektów. Słabe – dla słabych. Architekturę skończyłem. Po sześciu latach. Postanowiłem jednak iść za głosem serca i spełniać marzenie o scenie. Nie było to trudne – do studium wokalno-aktorskiego startowało 8 facetów na 8 miejsc. Wystarczyło przyjść o własnych siłach. Po pierwszym roku wszedłem na scenę i błąkałem się po niej przez siedem lat. Niestety nie w rolach pierwszoplanowych. Nawet nie w drugoplanowych. Głównie w zespole i w rolach epizodycznych. A potem… padłem.

W teatrze jest jeden powód nieprzyjścia do pracy – śmierć. I to nie śmierć kogoś bliskiego, lecz – własna. Ja wprawdzie nie umarłem, ale byłem tej śmierci bardzo bliski. Występowałem najpierw z grypą, potem z zapaleniem oskrzeli, potem – płuc, a na końcu – z ostrym zapaleniem mięśnia sercowego. Padłem. Co prawda nie na scenie, ale u rodziny w Gliwicach. Przyznam, że jeśli już gdzieś padać z powodu serca, to najlepiej na Śląsku. Mają tam świetną kardiologię. W szpitalu spędziłem 6 tygodni. Gdy wróciłem, zdecydowałem, że do teatru już nie chcę wracać. Musiałem odnaleźć się na nowo. I się odnalazłem – poszedłem na bezpłatny staż bez gwarancji zatrudnienia. Pracowałem na tyle dobrze, że po miesiącu zaproponowano mi pracę. Po kolejnych sześciu zostałem już kierownikiem działu marketingu. Potem były kolejne wyzwania, kolejne firmy i wreszcie decyzja, żeby działać na własny rachunek. Moje CV to naprawdę koszmar rekrutera. Albo marzenie. Wszystko zależy od tego, jaką się przyjmie perspektywę.

Umysł nastawiony na rozwój

I ta właśnie umiejętność patrzenia na sprawy z kilku perspektyw i dobre „redagowanie” swojego życia to jedna z „ludzkich” kompetencji. Opisuję ją szczegółowo w swoich fiszkach Jak znaleźć szczęście? Proste naukowe sposoby. Chodzi tu o umiejętność patrzenia na obiektywne zdarzenia (klęski, błędy, porażki, zwolnienia, a nawet choroby) nie jak na koniec, lecz – na początek. W świecie niepewności, który ekonomista Nassim Taleb opisuje w Antykruchości, to duża przewaga.

Taką dużą przewagą może być też umiejętność uczenia się na błędach. Jednak nie ta jedynie deklaratywna, wsparta pseudomotywacyjnymi bzdurami typu: „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Chodzi o wykształcenie w sobie nawyku realnego uczenia się na błędach i wzmacnianie postawy, którą amerykańska psycholog Carol Dweck określa jako growth mindset (umysł nastawiony na rozwój). To podejście, w którym prawda, owszem, nas wyzwoli, jednak przedtem nas zaboli. I ten ból trzeba polubić. Gdy na ostatniej konferencji I Love Marketing poszło mi gorzej, niż zakładałem, zamiast biadolić i szukać urojonych wrogów, przeanalizowałem sytuację i pomyślałem, co JA mogę zrobić następnym razem lepiej. Ponieważ wiem, że mogę kontrolować proces, ale nie mogę kontrolować końcowych wyników. Kontrolowanie procesów oznacza jednak ciągłe dostrzeganie tego, co można poprawić, usprawnić. Obojętnie, czy chodzi o produkcję, nawyki czy umiejętności. Growth mindset zakłada naukę. To nastawienie ludzi, którzy wiedzą, że owszem, można mieć predyspozycje, ale przede wszystkim trzeba szlifować kompetencje. I że nawet takie cechy, jak: inteligencja czy funkcje poznawcze podlegają treningowi.

 

Treningowi podlegają też te umiejętności, o których ludzie często mówią, że trzeba mieć do nich talent.

 

Gdy prowadzę szkolenia z zakresu wystąpień publicznych, to uczestnicy często dzielą się przekonaniem, że „do tego trzeba się urodzić”. Słyszę: „Ten to ma talent!”. Tymczasem można mieć predyspozycje, ale już większość tego „talentu” to po prostu ciężka praca i… zaciętość, czyli cecha, którą bada inna amerykańska psycholog – Angela Duckworth. Dowiodła ona, że wśród wszystkich czynników prognozujących sukces właśnie zaciętość (rozumiana jako upór w działaniu i samokontrola) jest najistotniejsza.

Można też lepiej opowiadać historie i lepiej komunikować. Trzeba nad tym pracować i warto, ponieważ – jak pokazuje Carnegie Institute of Technology – 85% naszych sukcesów zależy właśnie od tego, jak się porozumiewamy. Nic dziwnego, że Bill Gates, Warren Buffett i Jeff Bezos wskazują, że to właśnie ta kompetencja przyczyniła się w największej mierze do ich sukcesów.

Na pewno przyczyniły się do nich także samokontrola i świadoma uwaga. Te z kolei przekładają się na lepsze wykorzystanie czasu. Tych 168 godzin, które każdy z nas otrzymuje co tydzień. 24 godziny. 7 dni w tygodniu. Coraz częściej mówi się, że osoby, które będą potrafiły w głębokim skupieniu szybko uczyć się nowych rzeczy, będą wygrywać w XXI wieku. Pisze o tym Cal Newport, profesor informatyki i autor podręczników do samorozwoju, w swojej książce Głęboka praca (ang. Deep Work: Rules for Focused Success in a Distracted World). To wygrywanie będzie coraz bardziej utrudnione. Głównie przez nowe technologie i iluzję wielozadaniowości. Już teraz badania pokazują jednoznacznie: nie ma podzielnej uwagi. Jest uwaga przerzutna. Zaś ciągłe przerzucanie uwagi to duży koszt dla naszego mózgu. Jeśli chcemy działać lepiej, musimy nauczyć się świadomie kontrolować uwagę. I pracować mądrzej, a nie – więcej.

Umiejętne zarządzanie swoimi zasobami uwagi i świadome korzystanie z czasu będzie coraz ważniejsze. Tak samo jak dbanie o dobrostan, czyli o pełne, dobre życie, w którym higiena emocjonalna jest równie ważna jak fizyczna sprawność. Umiejętne sterowanie dobrostanem i poszukiwanie równowagi to także kompetencja. Jak najbardziej ludzka.

Mojego CV na razie nie będę uzupełniać. Nie szukam pracy. Kompetencje będę jednak nieustannie szlifować. Ponieważ wierzę w nieustającą edukację. Jane Fonda powiedziała kiedyś, że jest jedna rzecz, która się w nas nie degeneruje. Ciało słabnie, jednak nasz duch się rozwija. Do końca. Musimy jednak ten rozwój planować. Najlepiej naukowymi sposobami.

O autorze:

Piotr Bucki

Piotr Bucki -architekt, który zamiast budynków projektuje kompetencje. Aktor, który nad scenę przedkłada sale wykładowe. Psycholog, który od 17 lat wykorzystuje wiedzę w praktyce, pomagając ludziom szlifować wystąpienia, prezentacje i komunikację. Zawsze bazuje przy tym na psychologii poznawczej, neuronaukach i psycholingwistyce. Autor FISZEK z serii Kompetencje XXI wieku. Od kilku lat walczy ze śmieciowymi gadżetami firmowymi, chcąc je zastąpić tymi mądrymi (mówi o tym m.in. na reklamowe.fiszki.pl).

Komentuj za pomocą Facebook'a

Komentarze (2)

    • Zbigniew Pisuła

      7 lutego 2019r. 9:47

      Dzień dobry. Kilka razy zostali przywołani Amerykanie, jako niedościgli naukowcy, oraz idole w tej branży. Pytam się, dlaczego tylko w tej? W jednych dziedzinach poszliśmy kilometr do przodu, a w sprzątaniu korytarzy ani kroku. Czemu służą wycieraczki, które leżą tam bezprawnie? Odpowiadam: 1/Średniakowi. 2/ Neoliberalizmowi, bo ten ustrój opiera się na średniakach

    • Paweł

      7 lutego 2019r. 8:37

      Bardzo ciekawy art. samorozwój po zakończeniu szkoły jest najważniejszy. Człowiek, który się nie rozwija, się zwija 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Administratorem danych osobowych jest NNV AG. Twoje uprawnienia.