Biznes z potrzeby serca. Rozmowa z Anną Korcz

Biznes z potrzeby serca_Anna Korcz

fot. Pani i Pan FOTOGRAF

Lądowanie na zielonej trawce, wbrew powiedzeniu, nie musi oznaczać pożegnania z życiem zawodowym. By się o tym przekonać, wystarczy odwiedzić Pomiechówek nad Wkrą, gdzie życiem tętni biznes otwarty na ludzi – zarówno młodych, którzy rozpoczynają nowe życie we dwoje, jak i starszych, którzy chcą uniknąć samotności.

Zacisze dla każdego stworzyła tu Anna Korcz. Znana z wielu ról aktorka opowiada nam o tym, jak w pięknych okolicznościach przyrody zamierza przecierać szlaki w opiece nad seniorami.

 

Jako swój zawód i sposób na życie wybrała Pani aktorstwo. Czy Pani działalność biznesowa także była zaplanowana, czy to raczej spontaniczna decyzja wynikająca z nadarzającej się okazji?

Jest powiedzenie, że jak chce się rozśmieszyć Pana Boga, to wystarczy opowiedzieć mu o swoich planach. Niczego nie planowałam, naszego biznesu nikt nie aranżował. Wszystko zrodziło się przypadkiem.

Jak to się więc stało, że jest Pani właścicielką pięknego ośrodka nad Wkrą?

Wszystko przez moje serce. Nerwica wegetatywna spowodowała, że udałam się do kardiologa. Pani doktor, która obserwuje mnie od wielu lat, zauważając nadciśnienie i inne sprawy, poradziła, że powinnam odpoczywać: udać się na zieloną trawę, kupić sobie małą działeczkę i nie wracać z niej do Warszawy, jeżeli to nie będzie konieczne. I znaleźliśmy taką działeczkę, która ma… 5,5 hektara 🙂 Postanowiliśmy w nią zainwestować.

Skąd pomysł akurat na taką działalność?

To bardzo interesujące, piękne miejsce nad Wkrą w Pomiechówku. Działka ma na całej swojej długości dostęp do rzeki, co czyni ją niezwykle atrakcyjną. Ale wiadomo, że zakup takiego terenu to inwestycja życia. Skoro się na to zdecydowaliśmy, to z jakimś przesłaniem, przecież nie po to, żeby mieć na niej dom. To byłaby perwersja, mieć dom na tylu hektarach! Owszem, są ludzie, którzy by się na to zdecydowali, ale to są milionerzy, nie ja.

Szukaliśmy więc pomysłu na to miejsce, zastanawialiśmy się, jak je dobrze wykorzystać. Może klinika medycyny estetycznej? Mamy przecież blisko do lotniska w Modlinie, może przylatywałyby do nas panie z Europy Środkowej na zabiegi… Do głowy wpadały nam jeszcze różne inne rozwiązania, długo myśleliśmy, aż wreszcie Paweł, mój mąż, doszedł do wniosku, że to miejsce jest idealne, żeby ludzie przyjeżdżali tu na przyjęcia. I tak już od 9 lat organizujemy przede wszystkim wesela, ale także komunie, konferencje, imprezy integracyjne czy spływy kajakowe.

Przejęli Państwo ośrodek po kilkunastu latach jego nieużywania, ile czasu zajęło uporządkowanie tej przestrzeni?

Na pewno rok, co najmniej. Remontowaliśmy to wszystko na bazie tego, co już było. Oczywiście, położyliśmy nową kanalizację, elektrykę, podłogi, dachy, wszystko jest nowe. Została tylko sama konstrukcja. Teren jest olbrzymi, a był cały zarośnięty tak na 3 metry, nic nie było widać. Żeby to doprowadzić do ładu, Paweł szedł z maczetą i karczował. Teren odkupiliśmy od banku, który płacił regularnie podatki i zajmował się nim, ale tylko od strony prawnej. Poza tym nic innego z tą przestrzenią nie robił. Proszę sobie wyobrazić w Polsce dżunglę – tak to wyglądało.

Teraz przyroda nadal tutaj sama decyduje, gdzie co rośnie, tylko miejsca, które muszą być użytkowe, są przez nas na bieżąco regulowane. Ale jest ciągle dość dziko.

 

fot. archiwum Anny Korcz

 

Jest Pani magistrem sztuki. Jak odnajduje się Pani w biznesie?

Trudno mi mówić o sobie jako o bizneswoman, bo nie byłoby to do końca uczciwe. Przede wszystkim naszym biznesem zajmuje się Paweł. Oczywiście, uczestniczę w podejmowaniu decyzji, w wyznaczaniu celów, ale też granic. Biorę odpowiedzialność za to, co się tu dzieje i firmuję to swoją twarzą. Jestem tu bardzo często i doglądam, ponieważ trzeba na wszystko rzucić okiem. Ale to miejsce żyje, bo mamy fantastyczną ekipę, która sobie ze wszystkim radzi i panią menedżer, Małgosię, z sercem na dłoni, która nad wszystkim czuwa.

Co, Pani zdaniem, jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiego obiektu?

Dostało mi się już za określenie Polaków klientami roszczeniowymi, ale niestety tak jest – polski klient to bardzo trudny temat. Jestem przekonana, że 95% osób, które prowadzą jakąkolwiek formę kontaktu z ludźmi: hotel, gastronomię, dyskoteki, baseny, spa itd., określi polskiego klienta właśnie tak. Żeby była jasność – niektórzy są cudowni, przyjeżdżają od lat, są mili, witają się jak z rodziną i naprawdę mamy z nimi fantastyczne relacje, ale są też tacy, którzy skutecznie popsują humor na cały dzień.

Wydaje mi się, że wynika to z tego, że źle pojmujemy wolność. Bo wolność, nie uprawnia przecież do tego, żeby opluwać drugiego człowieka i go lżyć, ale polega na tym, że wolno nam wypowiadać swoje poglądy – w sposób kulturalny i tak, żeby drugiego człowieka nie obrazić. Każdy ma prawo do powiedzenia tego, co myśli, i ma prawo być wymagającym w stosunku do kogoś, kto świadczy mu usługi – to nie podlega dyskusji – ale nadal musimy zachować formę i dobre obyczaje.

 

To, że za coś zapłaciliśmy, nie zwalnia nas z dobrego zachowania.

 

A Polacy o tym często zapominają.

W Zaciszu mamy plażę, nawieźliśmy na nią wspaniały żółty piach. Przyjeżdżają do nas całe rodziny z dziećmi, psami, leżakami. Wstęp na plażę wszyscy mają oczywiście za darmo. Jest tylko prośba, żeby na jej teren nie wnosić własnego jedzenia i picia, ponieważ mamy grilla z wszelkimi możliwymi przyjemnościami. A i tak potajemne wnoszenie jedzenia i niejednokrotnie robienie grilla w krzakach jest nagminne. Były śmieszne sytuacje… ludzie potrafili się nawet poparzyć, kiedy w popłochu musieli te grille składać. Mamy też dmuchańce, ale one są akurat płatne, rodzice wrzucają więc na nie dzieci po cichu, bo może akurat nikt nie zauważy.

Kolejny problem, to nieustanne załatwianie się w krzakach. I jeszcze te papierosy… pety są gaszone w piachu jak w popielniczce, a kosze oczywiście są… Jak 200 osób wyrzuci niedopałki na ziemię, to ktoś przecież musi je pozbierać. Bo przyjadą następni klienci i co powiedzą? Reakcja będzie jedna: „Boże… jak u niej brudno”. Więc chodzę i sprzątam, i tak już od 9 lat… Przyjeżdżają bardzo eleganccy ludzie, dobrymi samochodami, ale zapominają, że u siebie w ogródku tego by nie zrobili.

To są codzienne sytuacje, dlatego mówię, że praca z klientem jest bardzo trudna. Takich historii mogłabym opowiadać dziesiątki, ale przy założeniu, że gros klientów jest fantastycznych! Od tego powinnyśmy zacząć.

To, że jest Pani znana komplikuje te relacje?

Na ogół ludzie są wobec mnie mili, kulturalni, nie wiem, co plotkują za moimi plecami, ale w stosunku do mnie są bardzo grzeczni. Zdarzają się jednak nieprzyjemne sytuacje. Klienci wtedy podchodzą i mówią lekceważąco: „O, pani aktorka”. Bywa, że chcą wyszydzić to, że „założyła sobie aktorka biznes”.

Albo taka sytuacja: sprzątaliśmy z mężem drogę dojazdową, zebraliśmy na niej dwanaście 120-litrowych worów pełnych śmieci. Zadzwoniliśmy więc do nadleśnictwa, które przecież o tę drogę powinno dbać, żeby pan leśniczy był uprzejmy to zabrać, chociaż tyle. Co usłyszałam? „Co, chce się Pani wypromować na sprzątaniu lasu?” Ale nie zraża mnie to, sprzątam dalej…

Czy chcą Państwo jeszcze rozwijać Zacisze?

Mamy, oczywiście, kolejny plan. Jest pięknie, jest rezerwat, w maju są świetliki, co świadczyłoby o tym, że jest stosunkowo czyste powietrze… Wszystko to utwierdza nas w przekonaniu, że warto zrobić tu miejsce na piękną jesień życia, do zatrzymania się tutaj na stałe.

 

Chcemy, żeby powstał tu dom seniora z prawdziwego zdarzenia – najbardziej ekskluzywny w całej Polsce.

 

Wiemy dokładnie, jaki ma być, bo wzorujemy się na domach, które widzieliśmy w Australii, w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej. Mamy już wszystko przygotowane do jego realizacji – są już wszystkie projekty, pozwolenia, cała dokumentacja. Czekamy tylko na ostatnie finansowania i ruszamy z budową. Jesteśmy więc przed bardzo poważnym krokiem w życiu biznesowym, jeśli chodzi o nowe przedsięwzięcia.

Sprawy seniorów są zaniedbane, a wręcz marginalizowane, nie są w Polsce zbyt „popularnym” tematem. Dlaczego zdecydowali się Państwo prowadzić swój biznes akurat w tym kierunku?

To nasz kolejny pomysł na to miejsce. Mamy kilka bliskich osób starszych, którymi się opiekujemy, wiemy więc, jakie są braki w tej dziedzinie. Od kilku lat mamy duży kontakt ze szpitalami, z takimi domami, ze sprzętem, w jaki są wyposażone, z ludźmi, którzy tam pracują i ze wszystkim, co się z tym wiąże. Mamy więc w tym zakresie wyrobioną opinię, ale trudno jej sobie nie wyrobić, widząc to, z czym się stykamy. Zrobiliśmy też porządny research wśród takich domów w Polsce i wiemy, jak to się przedstawia. To jedna wielka tragedia, bo tak to trzeba nazwać. Mówię o domach państwowych, ale też o prywatnych – niestety, nasza opinia o nich nie jest najlepsza, a byliśmy naprawdę w wielu miejscach. Poza tym my też się przecież starzejemy, dojrzewamy. W ogóle Europa się starzeje. Jest to więc niewątpliwie najlepszy kierunek w biznesie, jaki można sobie wymyślić, jeśli chodzi o usługi dla opieki zdrowotnej. Nie trzeba potwierdzenia, chociaż mamy je, oczywiście, od różnych specjalistów. W ciągu piętnastu najbliższych lat na 10 osób pracujących zawodowo będzie 9 emerytów. To już jest policzone, tak będzie.

Jak zatem wyglądać będzie dom seniora w Pomiechówku?

Mamy nadzieję, że zamieszka w nim 120 osób, w kilku budynkach, bardzo pięknych, o wysokim standardzie. To będzie taki hotel długoterminowy. Będzie można w nim mieszkać na trochę, na zawsze lub podczas turnusów rehabilitacyjnych. Będzie tu wszystko, co w takim domu seniora jest aktualnie dostępne na świecie. Przewidujemy różne formy pobytów, ale jeśli się tak zdarzy, że będzie więcej chętnych niż miejsc, to będzie tylko dom seniora. A jeśli okaże się, że będą wolne miejsca i będzie można komuś pomóc w inny sposób – a ponieważ będziemy mieli basen, rehabilitantów i całe niezbędne zaplecze, pomagające funkcjonować starszym – to każdy znajdzie tu przestrzeń dla siebie.

Z opieką medyczną też wychodzimy naprzód. Świat odchodzi teraz od opieki medycznej na stałe. Owszem, są pielęgniarki, ale już lekarze nie przebywają w takich domach. Nasi pensjonariusze będą pod profesjonalną opieką. Mają już nawet zaprojektowane – to zresztą będzie premiera w Polsce – specjalistyczne obrączki na rękę, które będą monitorowały 5 wartości, w tym np. tętno i temperaturę, ale będzie też żyroskop, dzięki któremu będziemy wiedzieli, kiedy ktoś traci równowagę. W związku z tym nie będziemy potrzebować lekarza na miejscu, ponieważ jeśli tylko coś się wydarzy, informacja automatycznie zostanie wysłana do specjalistów, z którymi mamy podpisane porozumienie. I wtedy lekarz zadecyduje, czy należy pacjenta przywieźć na badania, czy przyjedzie sam, czy wyśle karetkę. Pacjent na pewno będzie pod dobrą opieką.

Nieskromnie mówiąc, myślę, że naprawdę naszego domu nie będzie z czym porównywać. Ponieważ drugiego takiego w Polsce po prostu nie ma.

Może staną się Państwo wzorem do naśladowania i w najbliższych latach doczekamy się kolejnych takich inwestycji?

Bardzo bym sobie tego życzyła i chciałabym, żeby faktycznie tak było, żeby czerpać od nas.

 

Sama oczywiście świata nie zmienię, ale może komuś dam dobry przykład, może ktoś stwierdzi, że warto naśladować to, co robię.

 

Jaką radę miałaby Pani dla wszystkich przedsiębiorców? Co z Pani doświadczenia jest najważniejsze w prowadzeniu biznesu?

Jest taka zasada, żeby być bogatym i mieć coś w życiu, to trzeba coś stworzyć.

 

Trzeba kochać to, co się robi i trzeba się w to absolutnie zaangażować, identyfikować się z tym.

 

To musi nieść przyjemność. Dopiero wtedy można zacząć czerpać z tego korzyści.

Jeżeli ma się cel, żeby w rok czy dwa zarobić szybko, to trzeba będzie zamknąć firmę. Taka strategia ma krótkie nogi. Zarobione pieniądze się szybko rozejdą. Trzeba je zainwestować w swój biznes, ponieważ jeżeli się tego nie zrobi, to się je przeje, prędzej czy później. Nie musiałam kończyć studiów ekonomicznych, żeby to wiedzieć i rozumieć te mechanizmy. Trzeba po prostu stworzyć coś, co będzie naszą wizytówką. Bez względu na branżę. Moi znajomi produkują szamba, a inni mają 5 fabryk, w których produkują rzeczy do sprzątania. Biznesy są różne, ale żadnego, jeżeli jest uczciwy, nie należy się wstydzić. Jeśli więc ktoś chce zrobić „szybkie pieniądze”, to odradzam. Ponieważ biznes to bardzo trudna rzecz. Bardzo trudna.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

fot. archiwum Anny Korcz

O autorze:

Dominika Studniak

Dominika Studniak - redaktor, copywriter. Pierwsze szlify zdobywała w tradycyjnej prasie drukowanej, później przeniosła się do sieci. Realizuje projekty związane z administrowaniem portalami internetowymi i ich optymalizacją, copywritingiem i content marketingiem. Od 2010 r. związana z firmą NNV, która zarządza serwisami internetowymi Firmy.net i Nieruchomosci-online.pl. Redaktor naczelna e-magazynu „FIRMER”.

Komentuj za pomocą Facebook'a

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Administratorem danych osobowych jest NNV AG. Twoje uprawnienia.